Prezes stowarzyszenia, założyciel (1970) Szkoły Narciarskiej i Sudeckiego Klubu Sportowego Aesculap, Jelenia Góra, urodzona w Berezie Kartuskiej, 5.06.1932, maż: Stanisław. Synowie: Michał (1953) i Tomasz (1957). Rodzice: Jan i Maria. Babcia: Helena Mniszek-Tchorznicka, autorka wielu powieści, między innymi „Trędowatej”. W. 1950 r. Liceum Rybackie, Kariera zawodowa: Wydział Finansowy (WRN) we Wrocławiu, PP Uzdrowisko Cieplice Śl. Zdrój. Sukcesy osobiste: Wybudowanie kompleksu sportowego: Mikrostacji Sportów Zimowych „Łysa Góra”. Odznaczenia: Zasłużony Działacz Kultury Fizycznej, Srebrny Krzyż Zasługi, Honorowy Instruktor PZN”. W 2004 roku została odznaczona Złotym Krzyżem Zasługi.


ŻELAZNA DAMA NA ŁYSEJ GÓRZE

Szefowa – Teresa Rażniewska z nartami nie rozstaje się od prawie czterdziestu lat. Jej przygoda z białym sportem zaczęła się od tego, że przez pierwsze 12 lat małżeństwa ze Stanisławem Rażniewskim walczyła o to by wreszcie rzucił w kąt deski, zajął się rodziną i zaczął zarabiać godziwe pieniądze na jej utrzymanie. Opowiada tę historię, śmiejąc się z przewrotności losu, ale wtedy – młodej mężatce z dwójką małych dzieci – nie było wcale tak wesoło. – Nigdy nie było go w domu, trenował narciarzy w klubie Stal Cieplice (w późniejszych latach doszła jeszcze praca w szkole w roli nauczyciela wf) – opowiada. – Ciągle w rozjazdach, jak nie na treningu to na zawodach, albo na obozie sportowym. Kiedy synowie Tomek i Michał nieco podrośli, sami zaczęli szusować. Ciągnęło ich w góry, ale tata nie miał dla nich czasu, więc to jej przypadło czuwanie nad pociechami. W tym czasie ciężko zachorowała na astmę i lekarz zalecił jak najwięcej świeżego powietrza.

Widząc, iż żadną siłą nie odciągnie męża od nart, za namową kolegów, postanowiła dołączyć do reszty rodziny i – będąc już po trzydziestce – zaczęła się uczyć jazdy na nartach, traktując to jako zło konieczne. Zniechęcony mąż w końcu sięgnął po argument ambicjonalny: „Ona nigdy nie nauczy się jeździć! Dajcie jej spokój, niech siedzi w domu!” – powiedział w obecności znajomych i dzieci. Znał charakter żony i wiedział, że to zadziała. „Co, nie nauczę się? No to zobaczycie!” – powiedziała sobie w duchu. I zobaczyli – narty wciągnęły panią Teresę na dobre. Zrobiła nawet uprawnienia pomocnika instruktora. Ludzie mówią, że ma charakter po swojej sławnej babci Helenie Mniszek, autorce Trędowatej – powieści która stała się bestselerem międzywojennego dwudziestolecia. Helena Mniszek z córkamiTak samo ambitna, oddana niemodnej już społecznikowskiej idei i z uporem dążąca do celu. Babcię zna głównie z opowiadań swojej matki Marii Fickiej (jednej z czterech córek pisarki), bo sama miała zaledwie dziesięć lat gdy Helena Miniszek-Tchorznicka) zmarła w czasie wojny. – Wiem, że nas kochała, ale jej ulubionym wnukiem był mój brat Antoni, który też mieszkał w Jeleniej Górze – mówi pani Teresa. Helena Mniszek, prócz tego, że całe życie pisała (oprócz Trędowatej wydała wiele innych książek), była przewodniczącą Koła Ziemianek, należała do Przysposobienia Wojskowego, założyła szkołę, opiekowała się biednymi i zakładała ochronki. Zarzucano jej, że angażuje się przesadnie i przez to źle była postrzegana przez środowisko – trochę jak „trędowata”.

Teresa Rażniewska wyznaje podobne zasady życiowe jak babcia. Prawie połowę swego życia poświęciła dzieciom i młodzieży, wychowując wspólnie z mężem kilka pokoleń narciarzy. W ciągu 35 lat instruktorzy, z założonej przez Rażniewskich Szkoły Narciarskiej i Sudeckiego Klubu Sportowego Aesculap nauczyli jeździć na nartach ok. 6 tys. osób. Część uczniów po zdobyciu instruktorskich szlifów, związała się z Aesculapem na stałe, ucząc kolejnych amatorów zimowych sportów. O wysokim poziomie szkolenia świadczy fakt, że reprezentantka barw Polski w narciarstwie zjazdowym na tegorocznych Zimowych Igrzyskach Olimpijskich w Turynie: Katarzyna Karasińska (nadal w barwach Klubu) szkoliła się na stokach Łysej Góry. [Ale i nie tylko na Łysej Górze; aby uzyskać obecny poziom techniki i wyników, musiała wyjeżdżać w Karkonosze („wychowała się na stokach Karkonoszy i Gór Kaczawskich”) a później na lodowce w Alpach]. Sukcesy tej dziewczyny są największymi sportowymi osiągnięciami Klubu, ale nie jedynymi. W kadrze Polski znaleźli się także: Piotr Kaczmarek, Bartłomiej Wasileńczyk i Katarzyna Dębska. Piotr Kaczmarek i Katarzyna Karasińska wielokrotnie zdobywali tytuły mistrzów Polski, Piotr na prestiżowych zawodach Trofeo Trapolino we Włoszech (nieoficjalne mistrzostwa świata dzieci i młodzieży) wywalczył dwa złote medale. Tam zauważyli go Amerykanie i zafundowali mu stypendium. Lista sportowych osiągnięć wychowanków Szkoły Narciarskiej i Klubu jest znacznie dłuższa. Nie byłoby tych wszystkich osiągnięć bez Mikrostacji Sportów Zimowych Łysa Góra w Dziwiszowie, która stała się dziełem życia państwa Rażniewskich. Jej początek wiąże się ze stanem wojennym – wprowadzone rygory utrudniały wyjazdy członkom SN SKS Aesculap w góry. Wtedy Stanisław Rażniewski zaczął poszukiwać odpowiednich terenów, i tak trafił na stok Łysej Góry (708 m npm), 10 km od Jeleniej Góry. Nie było tam nic prócz trawy, chaszczy i kamieni. Teren porządkowali własnymi rękoma, razem z dziećmi i ich rodzicami. Dziś Mikrostacja, która powstała jako baza szkoleniowa Aesculapa, przyciąga narciarzy z całej zachodniej Polski. Do dyspozycji mają pięć wyciągów, dwa schroniska, pawilony i namioty gastronomiczne, parking, wypożyczalnie oraz serwis sprzętu narciarskiego.
– To, że powstało takie miejsce, jest przede wszystkim zasługą mojego męża – wielokrotnie podkreśla pani Teresa. – Ja tylko realizuję jego koncepcję. Nikt nie wierzył w jego pomysły, wręcz uważali go za nienormalnego. Mąż wciąż jest „mózgiem” naszej Szkoły, choć już od pewnego czasu – z powodu chorób – sam na nartach nie jeździ.

Bogatą i burzliwą historię powstawania Mikrostacji i działalności klubowej zebrał i opisał na stronach internetowych Aesculapa syn państwa Rażniewskich Michał, instruktor wykładowca, szef wyszkolenia Szkoły. Starszy syn Tomasz również związał się z narciarstwem i od 20 lat uczy jazdy na nartach Kanadyjczyków. Początki Szkoły Narciarstwa sięgają 1970 roku. Zaczęło się od tego, że dla dzieci pracowników PP Uzdrowisko Cieplice Zdrój, gdzie pracowała pani Teresa, nie starczało miejsc w autokarach zakładowych cieplickiej Fampy, podczas narciarskich wyjazdów w góry. Teresa Rażniewska postanowiła uniezależnić się od Fampy i przekonała męża by zajął się szkoleniem dzieci z Uzdrowiska. Razem z koleżanką założyła szkółkę przy kole PTTK i zorganizowała transport. Pierwsza grupa liczyła zaledwie dziesięcioro dzieci. Ich rodzice byli związani ze służbą zdrowia, więc szybko przyjęła się nazwa Aesculap. Z roku na rok przybywało chętnych adeptów narciarstwa, także wśród dorosłych, mimo iż trzeba było płacić czesne na wynagrodzenie instruktorów. W czasach gdy dostęp do zajęć w różnych klubach był za darmo, powodzenie szkółki było czymś tak niezwykłym, że zaniepokoiło miejscową władzę. Stanisław Rażniewski wielokrotnie musiał w komitecie PZPR wyjaśniać, że nie jest to jego prywatny biznes, że szkółką opiekuje się społecznie i nie prowadzi żadnej wywrotowej działalności, interesuje go tylko narciarstwo.

Przez całe 35 lat działalności Aesculapa jedni pomagali, inni rzucali kłody pod nogi, nie wierząc w bezinteresowność i czyste intencje państwa Rażniewskich, albo po prostu kierując się zawiścią. O tych, którzy przeszkadzali Teresa Rażniewska nie chce pamiętać. Ale kilka osób, nawet tych z wysokiego świecznika wspomina dobrze, m.in. byłego sekretarza wojewódzkiego PZPR Stanisława Cioska (później ambasadora RP), który wspierał Klub – jego córkę pani Teresa osobiście uczyła jazdy na nartach. Albo innego „pierwszego” Jerzego Golisa, który w 1986 roku poparł budowę wyciągu na Łysej Górze. Na początku lat 90. na inaugurację sezonu udało się nawet zaprosić ówczesnego prezesa Urzędu Kultury Fizycznej i Turystyki Michała Bidasa, co w efekcie zaowocowało przyznaniem pieniędzy na budowę dwóch wyciągów talerzykowych. Żeby w tamtych czasach przetrwać i działać trzeba było nieustannie walczyć z przeciwnościami, zabiegać o przychylność, toczyć wojny i wydeptywać ścieżki. Pani Teresa jest przekonana, że nad Łysą Górą musiała czuwać Opatrzność, bo inaczej trudno sobie wytłumaczyć niektóre sytuacje. Ot, choćby tę dotyczącą własności ziemi, na której znajduje się Mikrostacja. Pewnego dnia, w 1989 roku, dowiadują się, że użytkowany przez nich stok należy do prywatnych osób, choć umowa dzierżawy z PGRO miała obowiązywać do 1995 roku. Niespodziewanie teren został przekazany gminie Jeżów Sudecki, a ta sprzedała go w prywatne ręce. Wszystko za plecami Stowarzyszenia, dotychczasowego dzierżawcy. Ale Bóg czuwał, uważa szefowa Aesculapa, bo dał dwie bezśnieżne zimy, nowi właściciele nie otrzymali spodziewanych zysków z Mikrostacji i przyciśnięci koniecznością spłacania kredytów, sprzedali stok Aesculapowi. Teraz do Szkoły i Klubu należą 73 hektary. Zwycięstwem zakończyła się również sześcioletnia wojna o likwidację rozpoczętej przez Polkomtel budowy w poprzek tras zjazdowych drogi, która miała prowadzić do usytuowanych na szczycie anten (drogę do anten zbudowano w innym miejscu). Nie brakowało również sprzymierzeńców, choćby takich jak lubiński Zakład Budowy Kopalń, który w 1991 roku, za czasów dyrektora Ryszarda Janeczka, zbudował system sztucznego śnieżenia stoku, czy też jak Egbud sp. z o.o. z Bogatyni, fundator jednego z wyciągów. Wieloletnia działalność małżonków została w końcu zauważona i doceniona. Były różne dyplomy, statuetki, a także Nagroda Miasta Jeleniej Góry, uhonorowano ich również wpisem do „Who is Who w Polsce”.

Niektórzy mówią, że pani Teresa trzyma Mikrostację „żelazną ręką” i dzięki temu wszystko tu gra jak w szwajcarskim zegarku. Kiedy kilkanaście lat temu, już jako emerytka, przejmowała Łysą Górę od ówczesnego zarządcy, od razu wiedziała, że czeka ją trudne zadanie. Bywało tak, że przyjeżdża nocą zobaczyć jak idzie naśnieżanie. W sezonie Mikrostacja staje się wcale niemałym zakładem pracy, zatrudniającym 55 osób, od których zależy m.in. bezpieczeństwo narciarzy, więc żadnego pobłażania być nie może – tłumaczy. Przyznaje, że jest wymagająca, tym bardziej że zarządza nie swoim prywatnym mieniem, tylko społecznym, należącym do Stowarzyszenia. Mówi o tym ze szczególnym naciskiem, ponieważ ludzie nieprzychylni dopatrują się w zaangażowaniu Rażniewskich ich prywatnego interesu. Jak zapewnia pani Teresa przez te lata majątku nie zbili, nadal mieszkają w bloku, bo nie przywiązują wielkiej wagi do spraw materialnych. To chyba rodzinna cecha, bo np. w przeszłości nikt w porę nie zadbał choćby o prawa autorskie do dzieł Heleny Mniszek, ani nie zabiegał o zwrot czy też odszkodowanie za upaństwowienie rodowych dóbr na Podlasiu i na Ziemi Płockiej.

Od kilku lat Łysa Góra zaczęła na siebie zarabiać, bo stała się popularna wśród amatorów białego szaleństwa. – To co zarobimy – mówi Teresa Rażniewska -inwestujemy w rozwój Mikrostacji, która stała się także letnią atrakcją dla amatorów aktywnego wypoczynku na świeżym powietrzu. Zakupiliśmy zjazdowe hulajnogi, na stoku odbywają się rowerowe zawody Łysogórki. A od kwietnia zapraszamy na jazdy konne. Bardzo ładna stajnia to najnowsza inwestycja. Ale na tym nie koniec, pani Teresa nie chce o tym mówić zbyt głośno, ale w planie jest jeszcze parę niespodzianek, w tym kanapowy wyciąg dla narciarzy. Teresa Rażniewska nic sobie nie robi z kalendarza, śmiga na carvingach po Łysej Górze dla przyjemności i z obowiązku. – Do którego roku życia można jeździć na nartach? – zastanawiam się głośno. – Tak długo jak człowiek żyje – odpowiada bez zastanowienia i dodaje, że wcale nie jest najstarszą narciarką na tym stoku.

Maria Kuncaitis

Miesięcznik „SUDETY”, nr # 3/60 marzec 2006

Share on Facebook8Share on Google+0Tweet about this on Twitter
Podziel się