Na nartach biegowych

Jak postanowiłem, tak zrobiłem. Pierwszy raz stanąłem na nartach biegowych. Dosłownie stanąłem, i to od razu z dużym sukcesem uważam. Bo zachowanie równowagi na lekkich, filigranowych nartkach (w porównaniu z moimi zjazdówkami) jest dość trudne, a mi udało się biegać pół dnia bez większych kłopotów, i… żadnej tam wywrotki. Chyba zaprocentowały lata spędzone w instruktorskim kieracie szkoleniowym. A więc zakiełkowała nowa pasja… Piszę to z wielką radością, bo zakochałem się w narciarskim bieganiu od pierwszego wejrzenia. Przedwczoraj pokazywałem zdjęcia z Jakuszyc. Dzisiaj uzupełnienie jakby, kolejny fotoreportaż. I tym razem nie było słońca, dlatego fotki dość szare wyszły. Ale przecież nie oto chodziło. Mocno zmotywowany widokiem innych narciarzy, zgrabnie pokonujących jakuszyckie tory, ostro zabrałem się do pracy (wczoraj dwie godziny spędziłem na oglądaniu szkoleniowych video poświęconych narciarstwu biegowemu). Chodziłem i biegałem klasykiem, zwracając uwagę na poprawną technikę wykonywania – wydłużając stopniowo krok i zwiększając poślizg. Pomagałem sobie kijkami; a właściwie na nowo uczyłem się ich używać, bo są o wiele dłuższe od zjazdowych, i… istotną częścią wyposażenia (na nartach zjazdowych można obyć się bez kijków; w biegowym nie). W piątkowe popołudnie panował już duży ruch. Na weekend zjechało się pół Poznania i Wrocławia, na parkingach tłoczno. Ale im dalej od Polany Jakuszyckiej, tym spokojniej. Trasy przygotowane wspaniale. Nie ma porównania z przykolejkowymi trasami zjazdowymi, których jakość pogarsza się proporcjonalnie do czasu i ilości narciarzy. W Jakuszycach wyciskarki do torów przygotowały po dwa, trzy śliczne gładkie podwójne rowki, po których narty mkną jak szalone. Oczywiście najbardziej podobały mi się zjazdy. Jak się przekonałem, można na biegówkach rozpędzić się nie gorzej niż na zjazdówkach. To był mój pierwszy raz… Ale już teraz mogę spokojnie polecić wszystkim ten sport. Ruch na biegówkach oddziałuje bardzo wszechstronnie na nasz organizm i jest naturalnym ruchem lokomocyjnym. Jako fotograf doceniam ten fakt; z bardzo prostej przyczyny. Mogę przemieszczać się po przepięknych Górach Izerskich z aparatem w plecaku. I robić zdjęcia, kiedy chcę! No i jeszcze jeden prozaiczny fakt: -Nie muszę płacić za wyciągi 😉