POCHWAŁA ŁYSEJ GÓRY

„Łysą Górę” w Dziwiszowie pod Jelenią Górą dla narciarstwa odkrył niespożyty krzewiciel tego sportu i rekreacji Stanisław Rażniewski – absolwent pierwszego rocznika Naszej Uczelni z 1949 roku. Przed 30-tu laty powstała w tym rejonie Szkoła Narciarska i Sudecki Klub Sportowy Aesculap szkolący dzieci i młodzież nie tylko z rodzin lekarskich. Szukając dogodnego miejsca na szkolenia zwrócono uwagę na wzgórza leżące na północ od Jeleniej Góry, na trasie w kierunku Świerzawy, Złotoryi – Legnicy.

Wybór był strzałem w dziesiątkę. Zagospodarowano obszerny, o północnym nachyleniu stok Łysej Góry wznoszącej się 700 m nad poziomem morza, skąd rozciągają się wspaniałe widoki na panoramę Karkonoszy – od Śnieżki po Szrenicę. Znane ośrodki karkonoskie jak Karpacz czy Szklarska Poręba w sezonie zimowym są mocno zatłoczone i nieco odstraszają koniecznością czekania w długich kolejkach, a do tego dochodzą dosyć wysokie opłaty za abonamenty narciarskie, nie wspominając już o braku parkingów, nie odśnieżonych jezdniach i wielu innych niedogodnościach, których wielu z nas doświadczyło na własnej skórze. Swoistą przeciwwagą jest ośrodek sportów zimowych na Łysej Górze.

Zaletą jego jest po pierwsze dojazd – bez większych problemów można niemal zawsze suchą szosą dojechać od strony Jeleniej Góry czy też Legnicy. Po drugie obszerny, zawsze dobrze odśnieżony i bezpieczny parking dla samochodów osobowych i autokarów. Już na parkingu można przypiąć narty i zjechać do wyciągów. Po trzecie i najważniejsze, warunki do jazdy. Są cztery wyciągi, dwa 900 metrowe – orczykowy i talerzykowy, trzeci talerzykowy o długości 700 m, a do tego 300 metrowy talerzyk dla dzieci początkujących oraz 100 metrowy dla najmłodszych. Jest więc gdzie pojeździć zarówno dla dorosłych zaawansowanych i początkujących, jak i dla dzieciaków.

Do dyspozycji są trzy ponad kilometrowe trasy, znakomicie przygotowane przez ratrak pracujacy na okrągło. Trasy są zabezpieczone kolorowymi siatkami, a słupy obłożone matami ochronnymi. Przepustowość wyciagow jest na tyle duża, że w dni robocze ( od poniedziałku do piątku ) praktycznie jeździ się na „okrągło”. W weekendy ośrodek cieszy się bardzo dużą popularnością i wówczas można trochę odpocząć w sprawnie przesuwających się kolejkach. Jeździć można od 9-tej rano do 22-giej wieczorem, dzięki oświetleniu stoków. Wieczorna jazda mimo, że nieco droższa ma swój niepowtarzalny uroka i klimat. Obsługa wyciagów jest w pełni profesjonalna-sprawna, uprzejma, elegancko prezentująca się w gustownych ocieplaczach. W razie potrzeby ( oby takiej nie było ) można uzyskać fachową pomoc medyczną, a także skorzystać za niezbyt duże pieniądze z porad instruktorów.

Okazuje się, że nie tylko Niemiec, Austriak czy Francuz ale także i Polak potrafi dobrze zorganizować i mądrze oraz sprawnie pokierować ośrodkiem narciarskim. W dużej mierze jest to zasługą Pani Prezes Teresy Rażniewskiej, twardą ręką zarzadzającej całym kompleksem. Obrazu ośrodka sprzyjającego narciarzom i wszystkim chętnym do spędzania czasu na świeżym powietrzu w pięknej okolicy, dopełniają godne polecenia punkty gastronomiczne, a także ski-servis z wypożyczalnią sprzętu narciarskiego – profesjonalnym warsztatem – naprawy, ostrzenie, smarowanie nart itd. Na podkreślenie zasługuje także stan toalet, co niestety w naszej rzeczywistości nie zawsze jest na poziomie. Biorąc to wszystko pod uwagę warto zachęcać do odwiedzenia ośrodka na Łysej Górze, zarówno miłośników narciarstwa zjazdowego jak i biegowego, gdyż oprócz tras zjazdowych przygotowywane są także trasy dla biegaczy i amatorow wędrówek po wzgórzach i dolinach. To wszystko przy całkiem umiarkowanych cenach, na kieszeń ucznia czy emeryta.

Zapraszamy na Łysą Górę. Nie pożałujecie! Zobaczycie tam swoisty ( tym razem na deskach ) „Sabat czarownic”. Te bajecznie kolorowe sylwetki dziewcząt zwinnie poruszajęce się na stoku. Ech! Jak im w rytmie slalomowych skrętów faluję bioderka. A gdy wysiądzie wam kondycja, wsparci na kijkach z prawdziwa przyjemnością będziecie podziwiać ich wdzięczne ewolucje.

Sam tam nie raz byłem, zdrowo pojeździłem, a co widziałem i przeżyłem opisałem. Dodam jeszcze, że w samym Dziwiszowie skorzystać można z noclegów w gospodarstwach agroturystycznych. Trafiliśmy na bardzo elegancko przygotowane kwatery, ze swobodnym użytkowaniem w pełni wyposażonej kuchni, z gazem, goracą wodą w łazience – no po prostu „Europa”. I to za niezbyt wygórowaną cenę- po 25 zlotych od osoby za dobę.

Wprawdzie informacja niniejsza jest trochę „musztardą po obiedzie”, w tym sezonie narciarskim, ale być może zwolennicy pieszych wędrówek, wycieczek rowerowych i w ogóle miłośnicy spędzania czasu na łonie natury dadzą się skusić na odwiedzenie tych pięknych terenów wiosną, latem czy złotą jesienią. Ponadto następna zima przed nami – no i oczywiście wiele następnych.

Ryszard Jezierski

Biuletyn Absolwenta nr 22, Stowarzyszenie Absolwentów Akademii Wychowania Fizycznego
we Wrocławiu

NARTY Z ANGORĄ – „AESCULAP” NA ŁYSEJ GÓRZE

Setki wyciągów i ośrodków narciarskich powstawały dynamicznie tylko dla komercji, ale są i takie, które mozolnie przez lata swoją bazę materialną i szkoleniową. Mają wpływ zarówno na środowisko profesjonalistów, jak również narciarzy amatorów. Do takich centrów należy Klub Sportowy „Aesculap” i Łysa Góra. Kiedy Stanisław Rażniewski – nauczyciel, znakomity narciarz, tenisista i uprawiacz wszelkich możliwych sportów, wpadł na pomysł zagospodarowania Łysej Góry, wielu się głupkowato uśmiechało, a niektórzy znacząco pukali w czoło. Bo Góry Kaczawskie, jedno z pasm otaczających Kotlinę Jeleniogórską, tak naprawdę do dzisiaj nie są zagospodarowane, chociaż turystycznie bardzo atrakcyjne. Klub narciarski „Aesculap” i Łysa Góra to dzisiaj firma działająca nie tylko zimą. Znakomicie zagospodarowana góra, wyposażona we wszystko co potrzebne do uprawiania narciarstwa, daje możliwość nie tylko wypoczynku na nartach, ale też zaspokojenia ambicji sportowych młodych ludzi.

Przez 35 lat działalności Rażniewscy, jak powiedział jeden z jeleniogórzan, nauczyli jeździć na nartach połowę miasta. Wykształcili także własną kadrę instruktorską. Z „Aesculapa” wyszło wielu utalentowanych narciarzy, m.in.: Bartłomiej Wasileńczyk, Piotr Kaczmarek i Katarzyna Karasińska, która startowała w konkurencjach alpejskich na Olimpiadzie w Turynie. Z „Aesculapem” miał także kontakty drugi z tegorocznych olimpijczyków – Michał Kałwa. Działacze „Aesculapa” do dzisiaj żałują wycofania się z uprawiania narciarstwa Piotra Kaczmarka, mówią: „To jeden z najbardziej utalentowanych zawodników w historii powojennej Polski”, któremu PZN nie był w stanie zapewnić stypendium. PZN, jego prezesi i dolnośląscy sportowcy to inny pasjonujący temat, do którego pewnie kiedyś wrócimy.

Duszą i prezesem całego przedsięwzięcia jest Teresa Rażniewska, a syn Michał jest kierownikiem wyszkolenia, instruktorem wykładowcą. Zarządzający i działacze dbają o dobrą atmosferę, dyscyplinę i renomę „Aesculapa”. Zawody rodzinne, spotkania, zawsze uroczyste otwarcia i zakończenia roku szkolnego gromadzą sympatyków i dawnych uczniów szkoły, a jest ich już kilka tysięcy. Mikrostacja Sportów Zimowych Łysa Góra – Dziwiszów, bo tak brzmi pełna nazwa, daje możliwości uprawiania sportu również latem, np. zjazdy na hulajnodze, trasy i zawody rowerowe. Jest już także nowa stajnia, a wmaju będą pierwsze konie. No i najważniejsze – ruszy budowa nowego wyciągu narciarskiego. Ośrodek narciarski tak naprawdę nie musi już zabiegać o popularność. On już jest bardzo znany. Sprawiła to ciężka, konsekwentna praca Teresy i Stanisława Rażniewskich i może dlatego czytelnicy naszego tygodnika chcą nagrodzić ich za to”Złotą Nartą”.

Marian Sajnog i Andrzej Wojtowicz

Tygodnik Angora

ROZSYPANE  KAMIENIE
Droga dramatów i interesów
Nowiny Jeleniogórskie, nr 50 (2217), 12 grudnia 2000 R.

Publikację o zniszczeniu terenów narciarskich na Łysej Górze, czego dokonała za wiedzą i przyzwoleniem władz gminy Jeżów Sudecki jedna z wielkich sieci telefonii komórkowej, budując drogę w poprzek narciarskiego stoku, świadomie odłożyliśmy o cały tydzień w nadziei, że podjęte rozmowy doprowadzą do rozwiązania konfliktu i nadania tej drodze, jeśli już ona tam być musi, takich walorów technicznych, które wykluczą zniszczenie stoku i nart. Kamienie bowiem w żaden sposób narciarstwu nie sprzyjają.

Przez jedenaście kolejnych lat, kilka pokoleń dzieci uczestników szkoły narciarskiej AESCULAP, każdego lata w raz z rodzicami usuwało ze stoku tysiące kamieni, przygotowując tę łąkę do uprawiania bezpiecznego narciarstwa. W efekcie, już od kilku lat wystarczała warstwa śniegu o grubości niemal szronu, by można było tam bezpiecznie jeździć na nartach. Ten ponad kilometrowej długości stok oczyszczono bowiem tak skutecznie, że w lecie przypominał on bardziej boisko piłkarskie niż górskie zbocze.
Teraz stok jest na poziomie 2/3 wysokości przecięty drogą, na którą wysypano wiele ton tłucznia, by ją utwardzić. Jak twierdzą w gminie, jest to stara, od lat nieużywana droga nr 173, którą inwestorzy telefonii komórkowej za wiedzą władz gminy odnowili, by umożliwić konserwatorom dojazd do zbudowanej na szczycie góry wieży przekaźnikowej. Co prawda, wieżę zbudowano korzystając z całkiem innego dojazdu, ale teraz okazuje się, że droga, która wystarczyła do transportu ciężkich elementów wieży i urządzeń nadawczych, dla celów konserwatorskich już nie wystarcza i z jakichś powodów musi być zmieniona na dawno już zapomnianą drogę nr 173, z której już od kilkunastu lat już nikt praktycznie nie korzystał i nikt też nie widział jej w terenie. Jej część przez lata służyła jedynie jako dojazd do położonego na skraju narciarskiego stoku punktu gastronomicznego. Kilka miesięcy temu okazało się jednak, że droga ta ma dla kogoś strategiczne znaczenie. I musi być utwardzona kamieniami, a także musi gwarantować możliwość dojazdu do wieży nadawczej w czasie zimy. W praktyce oznacza to zapewne, iż ktoś bardzo chce, by stok został ostatecznie i definitywnie przecięty drogowym szlakiem. Czyli zlikwidowany.

Wójt

Wójt gminy Jeżów Sudecki, Edward Dudek, zapytany, czy rzeczywiście musiało dojść do zniszczenia stoku, odpowiada, posługując się cytatem z pisma inspektora nadzoru. Z tego dokumentu wynika, że właściciel terenu, przez który wożono części wieży i urządzeń nadawczych, zgłosił pretensje do inwestora, domagając się zaprzestania niszczenia dróg ciężkim sprzętem i wniósł o naprawę drogi 173 prowadzącej na szczyt Łysej Góry. W ramach tej naprawy inwestor zasypał koleiny drogi tłuczniem, dokładnie na odcinku prowadzącym przez narciarski stok Aesculapa, przy okazji naruszając prawo, które wymaga, by zmiana nawierzchni i charakteru drogi była uzgadniana z właścicielem terenu, na którym ona leży. Czyli z AESCULAPEM.
Zdaniem Wójta, gdyby nie opór władz klubu narciarskiego i rodziców, którzy przystąpili do sprzątania i pryzmowania kamieni, nawieziony tłuczeń byłby już zwałowany, wbity w grunt i nie byłby zagrożeniem dla stoku. Narciarze wiedzą, że jest to złudzenie. Śnieg bowiem zawsze wyciągnie kamień, a ratrak rozprowadzi go także w górę stoku. Inspektor nadzoru uważa jednak, że zwałowanie wystarczy jako gwarancja, jak to określa nie uwalniania się kamieni.
– Wcale nie widzę, aby ta góra była zniszczona dodaje już od siebie wójt Jeżowa. Jego zdaniem, ze stoku będzie można nadal korzystać. Tego poglądu nie podzielają jednak nie tylko rodzice jeżdżących po nim dzieci, ale także burmistrz jednego z okolicznych miast, który kilka dni temu, ciężko pracując przy usuwaniu nawiezionych kamieni, postanowił ochronić także swoje dziecko od tak widzianego przez jeżowskiego wójta braku trudności w jeździe na nartach. Ów burmistrz odmówił, co zrozumiałe, komentarza na ten temat, ale jego osobiste uczestnictwo w akcji usuwania nawiezionego klińca jest najlepszym komentarzem.
Oburzenie rodziców i samych dzieci jest ogromne. Bez względu na ostateczny finał tej sprawy doszło bowiem do zniszczenia ciężkiej pracy i starań właśnie dzieciaków, które przez całe lata czyściły ten stok. Zniszczono efekt wychowawczy z tak ewidentnym skutkiem, że jeden z chłopców, pokazując palcem na górujący nad stokiem maszt, mówił wprost reszta to głupota, bo liczy się tylko szmal …

Partnerów jest wielu

Droga do wieży nadawczej mogła być poprowadzona tak, by nie niszczyć narciarskiego stoku. Wymagało to co prawda wyprzedzających działań i uzgodnień kilku partnerów, ale na pewno nie było to niemożliwe. Nawet pomimo tego, że zgodę musiałoby wyrazić kilku partnerów, tak różnych jak Lasy Państwowe i prywatni właściciele gruntów. Wójt zresztą zapewnia, że do takiej ugody i wytyczenia nowej drogi nadal chciałby doprowadzić.

Podjęcie skutecznych działań w tym kierunku było na pewno obowiązkiem gminnych władz. Chyba że nie rozumieją one tego, czym naprawdę jest i czym może być Łysa Góra dla gminy. Jest bowiem jasne, że zniszczenie tego stoku, czy nawet tylko ograniczenie jego funkcji, jest nie tylko marnotrawstwem, ale i ewidentną stratą dla gminy. Jeśli więc w takiej sytuacji władze nie podejmują wyprzedzających działań, które mają ochronić ważny interes gminy, to rodzi się pytanie, po co tak naprawdę są one potrzebne.
Tej opinii nie mogą zmienić nawet ewentualne wątpliwości prawne, dotyczące tego, czy i kto miał prawo decydować o przebudowie drogi i tym samym o zniszczeniu stoku. A takie wątpliwości chyba są, skoro wójt przyznaje, że jej przebudowa odbywała się bez pisemnych decyzji, ale za jego przyzwoleniem. Co prawda, wiele wyjaśnia teza wójta, że komórkowi inwestorzy są potężni, ich prawnicy mogą wiele, a połączenia telefoniczne mają strategiczne znaczenie. Sądzę jednak, że nawet to nie wyjaśnia wszystkiego. A może nawet, tak naprawdę, tylko gmatwa całą sprawę. Bo pewne jest tylko to, że idzie zima i inwestor się bardzo spieszył. Tylko czy to jest wystarczający powód?

Chodzi o pieniądze

Spotkanie w sprawie dróg dojazdowych do szczytu Łysej Góry odbyło się w sierpniu. Proponowano wtedy likwidację fragmentu drogi prowadzącej przez stok i w zastępstwie zbudowanie nowego odcinka drogi wprost na szczyt. Zdaniem wójta załatwienie sprawy uniemożliwiała kolizja interesów i konieczność wymiany gruntów prywatnych i publicznych. To co prawda, jest możliwe, ale wymaga rozpoczęcia długotrwałej procedury administracyjnej, na którą zabrakło czasu. Gotowość uczestnictwa w takiej zamianie zgłasza też gmina, ale nadal i tak pozostaje do załatwienia sprawa środków, za które nowa droga miałaby być zbudowana. Edward Dudek zapewne nie bez racji twierdzi, że do załatwienia tej trudnej sprawy potrzebna jest naprawdę dobra wola wszystkich stron konfliktu.
Jak się zdaje, o taką wolę będzie jednak coraz trudniej. Sukces Mikrostacji Łysa Góra jest bowiem zaraźliwy i budzi zazdrość. Zdaniem nie tylko wójta wyraźnie widać rosnące zainteresowanie właścicieli okolicznych gruntów tym, by zarabiać na narciarstwie tak, jak robi to AESCULAP. A ponieważ dzisiaj na przebicie narciarskiej oferty tej szkoły potrzeba naprawdę wielkich pieniędzy, najlepszą metodą wygrania tej rywalizacji byłby upadek lub ograniczenie popularności mikrostacji. Wtedy wystarczy znacznie mniejszy kapitał i potencjał, by przyciągnąć przyzwyczajonych do bywania na Łysej Górze narciarzy. A to można osiągnąć jedynie pozbawiając ją nowoczesnego, doskonale utrzymanego stoku.
E. Dudek twierdzi, że ten problem powinien rozwiązać AESCULAP, zobowiązując się do wykonywania transportu ludzi i sprzętu telefonicznej firmy przy pomocy ratraka lub skuterów. Można się tylko domyślać, że jeśli kierownictwo szkoły nie zgodzi się na takie rozwiązanie, droga do stacji nadawczej będzie utrzymywana także w zimie. To naprawdę może zniszczyć mikrostację.
W minioną środę na stoku AESCULAPA, na spornym odcinku drogi, mieli się z wójtem spotkać przedstawiciele inwestora. E. Dudek starając się o stworzenie kolejnej szansy porozumienia zabiegał o to, by w tym spotkaniu uczestniczyła prezes AESCULAPA, Teresa Rażniewska. Przedmiotem rozmów miało być bowiem m. in. ustalenie warunków przywrócenia przejezdności drogi, na której dzieci i rodzice zebrali i ułożyli w pryzmy kamienie, utrudniając przejazd. Wójt wiedział, że inwestor obecność prezesa AESCULAPA uważa za zbędną. Nie mógł jednak przewidzieć, że ta wizyta i pytania inwestora, co prezes AESCULAPA robi na drodze, która biegnie przez grunty należące do szkoły, doprowadzi do tego, że Teresa Rażniewska, od lat skutecznie walcząca o mikrostację, już kilkadziesiąt minut później będzie wymagała pilnej pomocy lekarskiej. Miałem okazję widzieć, jak zajmuje się nią pogotowie, jak jest odwożona do szpitala.

Dramatyczna sytuacja trwa. Do czasu rozwiązania konfliktu stok bowiem, jak zapewnia T. Rażniewska, nie będzie uruchomiony. Wójt zaś zapowiada kolejne spotkanie wszystkich zainteresowanych drogami na stokach Łysej Góry już w przyszłym tygodniu. To chyba ostatnia szansa na rozwiązanie sprawy. Czasu bowiem jest naprawdę mało.

A Jeżów Sudecki na pewno stawia na turystykę. To przecież tak pięknie brzmi…

Marek Chromicz

Share on Facebook0Share on Google+0Tweet about this on Twitter
Podziel się